Zięba z wizytą

IKEA DAY

Clermont-Ferrand-ikea-mur-escalade4

9.10

Mój mąż uwielbia te sobotnie poranki, kiedy wstaje z łóżka po godzinie 9-tej i wpółprzytomny, zmęczony całym tygodniem pracy podąża w stronę kuchni, aby zrobić sobie kawę. A tu..tarram… kawa już na niego czeka! Kawa i całe śniadanie. Na zjedzenie posiłku małżonek ma 15 minut, zaraz po tym, gdy mu oznajmiam, że „Dziś jedziemy do IKEA”! Czasami zakrztusi się kawą, kanapka spadnie mu na podłogę, spuszcza głowę i mówi „Trudno”. Nie wiem czy jest mu szkoda jedzenia, czy też nie ma ochoty jechać…

Ikea_i_Zieba10.00

Najbliższą IKEA mamy w Jankach. W sobotę nie jest łatwo znaleźć miejsce parkingowe  blisko wejścia, w zasadzie to trzeba szukać długo jakiegokolwiek miejsca i czasami myślę, że może lepiej zostawić samochód w domu…

10.20

Gdy wreszcie uda się zaparkować, wchodzimy do środka. Odkąd pamiętam, to „kradnę” w IKEA ołówki. Teraz się przyznam do tego publicznie i naprawdę proszę, niech mi ktoś wytłumaczy, dlaczego z pudełka z ołówkami biorę zawsze więcej niż jeden. Mam już w domu całą kolekcję tych małych ołóweczków. Ciągle się zastanawiam, czy ich nie oddać do sklepu, ale jakoś trochę się wstydzę. Łatwiej mi przychodzi wynoszenie nowych.

Dziecko. Do IKEA często zabieramy dziecko. Nauczyliśmy się już, żeby nie zostawiać go w basenie z piłeczkami, bo potem trudno je znaleźć.

11.00

Najpierw idziemy pooglądać ekspozycję. Ustalamy, które z nas będzie patrzeć na meble, a kto na strzałki na ziemi określające kierunek zwiedzania. Kto patrzy na strzałki, ten nie patrzy na dziecko. Taka jest zasada. Po 20 minutach zamiast dalej oglądać wystawę,  jedziemy na dół do basenu z piłeczkami. Musimy tam czegoś poszukać…

11.30

Jak już znajdziemy to, czego szukamy idziemy po hot-dogi. Nie rozumiem dlaczego kupujemy najpierw po jednej bułce z kiełbasą, skoro dobrze wiemy, że zaraz staniemy w kolejce po drugą.

12.00

Wracamy obejrzeć ekspozycję. Mąż mnie pyta, po co właściwie tu przyjechaliśmy. Odpowiadam, że po szafkę. Oglądam mebel, który widziałam wcześniej w internecie i stwierdzam, że jednak chcę kupić inny…Wybieram inną szafkę. Nie pamiętam dobrze wymiarów wnęki, w której ma stanąć, ale tak na oko, to szafeczka jest ładna, więc MUSI pasować.

12.40

Zjeżdżamy na dół do magazynu. W drodze po szafkę  ładuję do wózka jeszcze:

– słomki,

– serwetki,

– ramki,

– świeczki,

– dwa komplety pościeli,

– wazonik,

– doniczkę,

– półeczkę,

– coś fajnego, nie wiem jak to nazwać, ale jest to fajne i w promocji

13.30

Jesteśmy przy regałach z szafkami i okazuje się, że żadne z nas nie zapisało numeru regału, na którym znajduje się szafka. Mąż wraca sprawdzić ten numer. Daję mu jeden z 5 ołówków.  Mówi, że zapisze w telefonie.

14.00

Mamy szafkę! Wspaniale!

14.10

Stoimy w kolejce do kasy.

14.20

Stoimy w kolejce do kasy.

14.30

Stoimy w kolejce do kasy.

14.40

Stoimy w kolejce do INNEJ kasy.

15.10

Płacimy!!!!!!

15.20

Szafka, tzn. prostokątne pudełka nie chcą zmieścić się do bagażnika. Składamy tylne siedzenia. Udało się, ale dziecko z fotelikiem już się nie zmieści. Zostaję z maluchem na parkingu i czekam, aż mąż zawiezie szafkę do domu i po nas wróci.

16.40

Wracamy w trójkę do domu.

17.00

Dziecko mówi, że jest głodne. Rozmrażam mu suszarką łososia, którego kupiłam na dziale spożywczym  chwilę przed wyjściem z IKEA. Krojąc warzywa do łososia bardzo się cieszę, że do ryby nie była dołączona żadna instrukcja jak ją złożyć. W tym czasie mój mąż składa szafkę.

18.00

Szafka złożona, ale nie wchodzi do wnęki.

18.30

Wynosimy szafkę do piwnicy, bo żadne z nas nie ma ochoty jej rozkładać, a potem wracać z nią do sklepu.

19.00

Siedzimy na kanapie i myślimy o tym, jaka to była piękna, szwedzka sobota.

Obrazowo rzecz ujmując, to zakupy w IKEA są dla nas tak męczące, że czasem mam wrażenie, że  łatwiej  i szybciej wspięlibyśmy się w trójkę  na szczyt ścianki wspinaczkowej. No chyba, że byłaby to taka ścianka…

Clermont-Ferrand-ikea-mur-escalade

Clermont-Ferrand-ikea-mur-escalade2

Clermont-Ferrand-ikea-mur-escalade4

Clermont-Ferrand-ikea-mur-escalade5

ubi-bene-IKEA-climbing-apartment-wall-clermont-ferrand-france-designboom-06

 źródło

Zobacz więcej

Zięba się zachwyca / Zięba z wizytą

Finał konkursu „Diament Meblarstwa 2016”

4

 8 grudnia 2015 roku o na krótko przed godziną 15-ą nie mogłam znaleźć w moim przedpokoju drugiego buta. Jeden miałam na nodz...

Zięba z wizytą

Trendy, nie-trendy w Londynie

11

Ostatnio stwierdziłam, że nie mogłabym pracować w żadnej gazecie brukowej. Jeśli tylko napisałabym chociażby o jakiejś parze c...

25 Comments

  • avatar image

    Marysia

    wrz 17, 2014

    Reply

    Na pewno chodziło o jedzenie... kto mógłby nie mieć ochoty jechać w Sobotę rano do IKEA;) ? Inna rzecz, że jak mi się udaje wolę podjechać w tygodniu- kiedy tłumów nie ma. I też najbardziej lubię pierdółki z magazynu :D

    • avatar image

      Finch At Home

      wrz 17, 2014

      Reply

      :-D

  • avatar image

    Aga

    wrz 17, 2014

    Reply

    Tak, tak u nas wygląda to podobnie tylko mamy "trochę" dalej do IKEA, jakieś 180 km w jedną stronę. Zmęczenie jest więc duuużo większe. Ale zawsze aż "przebieram nogami" na wizytę u Szweda. Pozdrawiam :) Aga

    • avatar image

      Finch At Home

      wrz 17, 2014

      Reply

      180 km...To ja bym musiała się już wybrać na dwa dni :-). Niemal jak wyprawa do Szwecji. Pozdrawiam również.

  • avatar image

    Zebra Ola

    wrz 17, 2014

    Reply

    To się uśmiałam...szczególnie z godziny 11.30....my też pędzimy po hot-dogi...a ja teraz mam sposób na ten sklep. Drukuję sobie listę zakupów i jak burza pędzę po to co na liście...zwykle 1-2 pozycje. Używam także wszelkich skrótów sklepowych( jak uda się ominąć jakiś dział (pokus wtedy mniej) to jest gwarancja że mój portfel nie ucierpi ;-)

    • avatar image

      Finch At Home

      wrz 17, 2014

      Reply

      U nas skróty wszelkie tylko wydłużają wizytę, ale pomysł z trzymaniem się listy jest dobry. Trzeba tylko silnej woli. Pozdrawiam Olu!

  • avatar image

    Magda z MileMaison

    wrz 17, 2014

    Reply

    Ja już dawno nie byłam w ikea, chociaż mam do niej naprawdę rzut beretem. Jednak jak się wybieramy, to w dzień powszedni, bo w weekend to caaaały dzień schodzi: więcej ludzi, dłużej do kasy, dłużej się czeka na zmówienie ewentualnego transportu, dłużej się czeka w kolejce by pyszne ciacho zjeść :) Ale i tak lubię :) pozdrawiam!

    • avatar image

      Finch At Home

      wrz 17, 2014

      Reply

      U nas właśnie ciężko z czasem w taki powszedni dzień, więc zostają weekendy...Pozdrawiam Cię Madziu serdecznie!

      • avatar image

        Magda z MileMaison

        wrz 19, 2014

        Reply

        A my właśnie sobie tak zorganizowaliśmy pracę, że mamy weekend zawsze we wtorek i w środę :D Tacy z nas spryciarze - i wtedy możemy chodzić we wszystkie miejsca, w których w normalne weekendy tłoczno. Z drugiej strony kiedy wszyscy w sobotę i niedzielę odpoczywają, my pracujemy i czasem ciężko, oj ciężko :) buziaki i pięknego weekendu :****

  • avatar image

    Roomservice

    wrz 17, 2014

    Reply

    :)) Tez praktykuję, trzeba przyznać ze takie soboty mają swój urok. Zazwyczaj jednak wybieramy opcje slow food czyli przytulny stolik w pobliżu wc i pulpety z koniny. Pozdrawiam ciepło Iza :)

    • avatar image

      Finch At Home

      wrz 17, 2014

      Reply

      Z koniny? A to nie są przemielone wióry ze zwrotów mebli? ;-) Pozdrawiam również!

  • avatar image

    ach!

    wrz 17, 2014

    Reply

    Ha! IKEA day! Każdy dzień jest dobry żeby wpaść do IKEA ;D Moja też najbliższa w Jankach i niestety (stety?) bardzo blisko szkoły i przedszkola moich córek ;) Bywam więc raczej w tygodniu choć w sumie tłumy są zawsze ;) Daj znać kiedy następnym razem będziesz się wybierać to umówimy się na kawę ;) W IKEA oczywiście! Na kartę ;) ach!

    • avatar image

      Finch At Home

      wrz 17, 2014

      Reply

      Dobrze, dam znać. Daleko do siebie w takim razie nie mamy...:-)Pozdrawiam!

  • avatar image

    agnieszkabuchta

    wrz 17, 2014

    Reply

    Dlaczego większość mężczyzn nie lubi jeździć do Ikei? ;) Mój musi przygotować się psychicznie przynajmniej tydzień wcześniej, a i tak w dniu wyprawy nadal nie jest gotowy. Co do samych zakupów to przyznam, iż mam zawodowe zboczenie i wszystko ciągle planuję, więc nawet nie ma opcji, aby coś się nie zmieściło. Widzisz… Dzięki Tobie zrozumiałam, że przygotowania do naszej wycieczki do Ikei zaczynają się tydzień wcześniej i są obarczone skrajnymi emocjami ;)))

    • avatar image

      Finch At Home

      wrz 17, 2014

      Reply

      Widzisz, chodzi o to, że będąc już na miejscu ja po prostu często zmieniam zdanie. I choćbym przyszła nie wiem jak przygotowana, przeszła magazyn skrótami, to i tak coś zawsze się wycieczka przedłuża. A o różnicach w podejściu do zakupów mężczyzn i kobiet, to można napisać książkę i rzeczywiście jest wiele poważnych, naukowych opracowań tego tematu. Pozdrawiam Cię ciepło!

      • avatar image

        agnieszkabuchta

        wrz 18, 2014

        Reply

        Ostatnio właśnie kupowaliśmy szafkę na buty i jedyne, czego byłam pewna to właśnie wymiarów, bo musiałam zmieścić ją tuż za drzwiami. O dziwo udało mi się wybrać między propozycjami z internetu, jednak wiem o co Ci chodzi, bo wcześniej mieliśmy kupić kanapę to na miejscu okazało się, że żadna nie jest taka, jak na zdjęciach… Kobiety i mężczyźni rzeczywiście są z różnych planet, ale dzięki temu nie nudzimy się ze sobą.

        • avatar image

          Finch At Home

          wrz 18, 2014

          Reply

          :-)

  • avatar image

    Ola (Pani Swojego Czasu)

    wrz 17, 2014

    Reply

    Jak to dobrze, że nie tylko ja tak mam. Nawet Pani Swojego Czasu nie daje rady IKEI - tam po prostu czas płynie inaczej chyba:) My do punktu dnia dodajemy jeszcze posiłek w "restauracji" poprzedzony komisyjnym ważeniem frytek na naszej przenośnej i poręcznej wadze kuchennej, czym wzbudzamy zdziwienie wszystkich stołujących się :)

    • avatar image

      Finch At Home

      wrz 17, 2014

      Reply

      To, że Pani Swojego Czasu też tak ma jest dla mnie bardzo pokrzepiające...Aż mi się ciut lepiej zrobiło. Co do ważenia frytek - jak trzeba, to trzeba. Ja kiedyś ważyłam samą siebie na wagach sprzedawanych na dziale AGD w pewnym hipermarkecie. Zepsuła się nasza domowa,a ja broniłam się przed zakupem nowej. Pozytywne było w tym to, że potem pakowałam do wózka więcej zdrowych rzeczy. Za dużo prywaty na tym blogu ostatnio... Dzięki Olu za komentarz i pozdrawiam serdecznie!

  • avatar image

    Architekt Na Szpilkach

    wrz 18, 2014

    Reply

    Hah uśmiałam się i wysłałam tekst mężowi, niech wie, że nie tylko ja tak mam w IKEA! :-)

    • avatar image

      Finch At Home

      wrz 18, 2014

      Reply

      :-)

      • avatar image

        płytki łazienkowe

        wrz 23, 2014

        Reply

        Też mnie ten tekst rozbawił :) Bardzo fajny blog tak poza tym :)

        • avatar image

          Finch At Home

          wrz 24, 2014

          Reply

          :-D Dziękuję.

  • avatar image

    Anna

    wrz 22, 2014

    Reply

    Ja tu widzę ogromny dowód miłości Twojego męża! Mój boi się wyjazdów do Ikei jak ognia - wzbrania się strasznie, Na jego szczęście a moje nieszczęście najbliższą mamy dopiero w Berlinie.... Za dawnych czasów , gdy mieszkaliśmy na Ochocie od piątku rana musiałam starać się ze wszystkich sił być dla niego miła, by w sobotę rano móc mu oznajmić - Kochanie muszę do Ikei.... Pozdrawiam całą Waszą rodzinkę :)

    • avatar image

      Finch At Home

      wrz 24, 2014

      Reply

      Cześć Aniu, widocznie tak już z tymi facetami jest...Pozdrawiam Cię również serdecznie i dziękuję za komenatrz.

Leave a comment